środa, 4 kwietnia 2012

nie ćpij więcej

Śniłem w nocy sen proroczy, sen jedyny, wizjonerski. Sen, który przytrafia się raz na milion lat. Po głębszej analizie z nocy na noc mam coraz bardziej absurdalne sny.


Zerwałem się z łóżka na równe nogi. Wiedziałem, że coś jest nie tak ze światem. W jaki sposób do tego doszedłem? Nie wiem. Podchodzę do okna, patrzę przez nie i zdziwiłem się. Moim oczom ukazał się obóz ludzi-kaktusów. Namioty ułożone były w sposób uporządkowany, w kolejności od najmniejszego do największego. Przypuszczać mogłem, że w największym z nich mieszka ich przywódca. Nie myliłem się. Spojrzałem przez lornetkę na ten wielki namiot i zobaczyłem napis „Tu mieszka Król Królestwa Kaktusów-Jego Królewska Mość Kaktus Pierwszy”. Myśli, które wtedy mnie nachodziły były straszne. Nie wiedziałem, co się stało z ludźmi i skąd wzięły się te kaktusy. To było przerażające. Idąc korytarzem zauważyłem wsadzoną pod drzwiami kopertę. Ostrożnie wyciągnąłem ją i wyjąłem znajdujący się w niej kawałek papieru. Napisana była dziwnym , nieznanym mi alfabetem. Nie było to szczególnie zaskakujące, gdyż znany był mi w sposób zrozumiały tylko jeden system znaków - ten łaciński. Włączyłem komputer, aby sprawdzić co to za znaki. Jak to dobrze, że człowiek wymyślił wyszukiwarki internetowe. Znalazłem to, czego szukałem. Był to dialekt języka arabskiego, pochodzący ze wschodniego Iraku. Udało mi się nawet przetłumaczyć tą wiadomość z kartki. Jej treść to : „Otwórz lodówkę. Zło znajduje się w dżemie truskawkowym. Zniszcz je !”. Wystraszyłem się, ale bardzo chciałem wykonać to polecenie. Powoli, na palcach, by nie zbudzić się reszty domowników, skierowałem swoje kroki do kuchni. Musiałem poruszać się bardzo ostrożnie pomiędzy kostką masła, ketchupem Kotlin, kawałkiem kapusty pekińskiej i tuzinem jajek. Zauważyłem stojącego, olbrzyma, lodówkę, wytwór rąk ludzkich. Z dreszczem otworzyłem przepastne drzwi. Po chwili za słoikiem z musztardą sarepską dostrzegłem go w najdalszym zakamarku, tuż przy oszronionej ścianie. Stał tam jak gdyby nigdy nic, On - słoik z dżemem zakręcony zakrętką typu twist-off. Serce biło nad wyraz mocno. Nie mogłem przypuszczać, co drzemie w dżemie, pod ciepłą kołdrą z truskawek. Byliśmy sami. Ja i szaleństwo ukryte w dżemie. Co zrobić ? Czy zdążę? Słoik naśmiewał się ze mnie wszystkimi swoimi owocami. Usłyszałem jeszcze cichy szept schabowego:
-Już po Tobie, kolego.
Szybko wziąłem słoik dżemu Łowicz i wyrzuciłem go przez okno, aby zapobiec tragedii. Gdy tego dokonałem tłum ludzi-kaktusów zaczął bić mi brawo. Duża grupa tych dziwnych stworzeń weszła do domu i zaczęli mnie podrzucać. Ich kolce wbiły mi się w plecy i…
…wtedy się obudziłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz