wtorek, 25 września 2012

meloman



zla sie
nie boję
wyrządzać i doznawać
szatana się
nie boję
noży i pistoletów
się nie boję
więzenia, wojny czy ślepoty
się nie boję
ciszy
się boję
tych osób co przychodzą,
a nie znam ich i nikt ich nie zna,
tych cisznych odczuć, co takie realne,
choć nie istnieją
boję się siebie w ciszy

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

płycizna



23 sale lekcyjne,
schody, dużo schodów,
drzwi, wiele drzwi,
okna, wiele okien,
prawdziwych mentorów, motorów popędu do wiedzy, jak i sensu tego wszystkiego  – brak.

niedziela, 15 kwietnia 2012

fala zmian

jestem kloszardem. jestem wolny. jest mi z tym tak cholernie dobrze, że aż mam wyrzuty sumienia, kiedy patrzę na ludzi, którzy nie potrafią wyjść z domu nieidealni, bo wychodzą z założenia, że najważniejsze jest to, jak prezentują się z zewnątrz. Ci ludzie z reguły nie mają nic w środku, więc swoje gówno muszą przystroić w jakieś piórka. nie odkrywam Ameryki, ale Kolumb też zaczął od wejścia na okręt.

środa, 11 kwietnia 2012

the way

Cała ta filozofia, wszystko tutaj zbudowane jest na jednym kłamstwie. A wy czołgacie się ze strachu jak chłopi, w piekle, które stworzyliście sobie już z własnego wyboru, zakuci w kajdany niewoli bardziej niż najpodlejszy śmiertelny człowiek. I chcecie nas ukarać, ponieważ my tak nie żyjemy? Lepiej niech nasze życie posłuży za przykład dla was!
a ja znowu bawię się czcionkami. brakowało mi inspiracji lirycznej, a powyższy opis wydał mi się idealny. na zdjęciu o to efekt mojej głupkowatej zajawki na trójkąty i figury przestrzenne. połączyłem obie "pasje" i tak oto powstało wiekopomne dzieło. sześcian z ekierek. niby nic, was pewnie nawet nie zachwyci, ale ja się tym jaram niesamowicie, sprawia, że mój dzień jest szczęśliwszy, a sprawy wydają się prostsze jak na niego patrzę. artefakt? raczej nie, po prostu efekt pracy, który daje satysfakcję. warto stawiać sobie drobne cele, bo łatwiej osiągnąć wtedy uczucie spełnienia, a dopiero później mierzyć się z trudniejszymi zadaniami. cóż za truizmy serwujesz Xavierze dzisiejszego wieczoru.


zacząłem myśleć o tym, żeby w końcu zrobić prawo jazdy, ale doszedłem do wniosku, że niezbyt chcę sponsorować rząd. brzmi infantylnie, ale cena benzyny i procentowa kwota podatku w niej zawarta wolnego człowieka, jakim wydaje mi się, że jestem, odstrasza. równe szanse? zabawne - żeby się przemieszczać, należy płacić, i to nie małe pieniądze, a czy to nie podróże pomagają nam odkrywać siebie? jak można żyć świadomie, jeżeli gdzieś tam w środku ukryte są nieznane pokłady własnego ja? jak się ze sobą zbratać, kiedy nasz potencjalny przyjaciel jest nieznany? podróżuj, wraz ze wzrostem ilości przebytych kilometrów maleje odległość pomiędzy Twoją świadomością, a sercem/duszą. sensem podróży jest nie cel, a podróż sama w sobie. i tym przyjemnym truizmem kończę, życząc dobranoc, a jutro przyjemnego dnia. ludziom w podróży życzę szerokiej drogi, a także szerokich perspektyw.

piątek, 6 kwietnia 2012

?


stanąłem twarzą twarz ze śmiercią. osoba niegdyś mi bardzo bliska zmarła dzisiaj o 20:20. popełniła samobójstwo. 


smuci mnie fakt, że osoba w tak młodym wieku, z tak wielką ilością znaków zapytania nad głową podejmuje decyzję, że odpowiedzi na jej pytania nie są satysfakcjonujące, a świat jest kompletnie bez sensu. Boże, jeżeli istniejesz spraw, abym nigdy nie uzyskał złej odpowiedzi na pytania, które stawiam. pozwól mi zastąpić wszystkie moje znaki zapytania kropką, po której będę mógł odpocząć.

czwartek, 5 kwietnia 2012

brak problemów, brak tytułu


"Czemu nie korzystam z babilońskich owoców?
Proste, Babilon nie daje owoców"


dzisiaj trochę bardziej hippie jestem. słonko przygrzało, to i człowiek kieruje myśli w kierunku wolności. swe pozdrowienia z tego miejsca przesyłam dla wszystkich węży tego świata. chociaż zmienicie skóry, to i tak jesteście wężami. bez sensu się denerwuję. 


byłem dzisiaj świadkiem ciekawego zjawiska, a mianowicie na moim do tej pory odpornym na takie rzeczy osiedlu otworzyli biedronkę. z ludzi wychodzą naprawdę pierwotne cechy, kiedy ich motywacją jest pieniądz. smutne, szersza relacja z tego wspaniałego wydarzenia, które przyniosło mi wiele inspiracji w kolejnym poście, teraz idę cieszyć się słońcem.


najprawdopodobniej żegnam się z kurwą na "n", co daje mi wiele radości :) wcale nie tak ciężko lekko żyć, lubię ten stan, kiedy nie czuję problemów. własnie nastał ten czas.



środa, 4 kwietnia 2012

there is no gray colour


"Granice rozsądku, od początku, nie dla majątku.
Mogę być biedny, ale muszę być w porządku."


jakoś tak wzięło mi się na zabawy czcionkami i znowu zmieniłem jej kształt i rozmiar, nigdy nie ustalę jednego konkretnego, w którym cały blog będzie pisany

przechodząc do meritum i zostawiając ten cały poboczny syf jakim jest wygląd bloga, muszę powiedzieć, że zmieniłem podejście. kiedyś zdawało mi się, że istnieją ludzie szarzy, jak i wyjątkowi. dzisiaj doszedłem do wniosku, że nie mogłem być bardziej w błędzie. chciałem napisać jakąś rozprawkę filozoficzną, ale dzisiejszy dzień edukacji tak bardzo mnie wykończył, że na chwilę obecną jestem nim zniszczony i zdemotywowany. wszyscy jesteśmy szarzy, wszyscy mamy swoją historię życia, wszyscy mamy w sobie coś magicznego. nie wszyscy jednak chcemy robić z tego swój atut, nie wszyscy chcemy być wyjątkowi, ale wszyscy jesteśmy. ci względnie mniej wyjątkowi, w rzeczywistości okazują się być nawet bardziej. chciałbym być szarym człowiekiem. (uwaga, autor nie miał na myśli plebsu intelektualnego, z którym prowadzi ciągłą walkę)

nie ćpij więcej

Śniłem w nocy sen proroczy, sen jedyny, wizjonerski. Sen, który przytrafia się raz na milion lat. Po głębszej analizie z nocy na noc mam coraz bardziej absurdalne sny.


Zerwałem się z łóżka na równe nogi. Wiedziałem, że coś jest nie tak ze światem. W jaki sposób do tego doszedłem? Nie wiem. Podchodzę do okna, patrzę przez nie i zdziwiłem się. Moim oczom ukazał się obóz ludzi-kaktusów. Namioty ułożone były w sposób uporządkowany, w kolejności od najmniejszego do największego. Przypuszczać mogłem, że w największym z nich mieszka ich przywódca. Nie myliłem się. Spojrzałem przez lornetkę na ten wielki namiot i zobaczyłem napis „Tu mieszka Król Królestwa Kaktusów-Jego Królewska Mość Kaktus Pierwszy”. Myśli, które wtedy mnie nachodziły były straszne. Nie wiedziałem, co się stało z ludźmi i skąd wzięły się te kaktusy. To było przerażające. Idąc korytarzem zauważyłem wsadzoną pod drzwiami kopertę. Ostrożnie wyciągnąłem ją i wyjąłem znajdujący się w niej kawałek papieru. Napisana była dziwnym , nieznanym mi alfabetem. Nie było to szczególnie zaskakujące, gdyż znany był mi w sposób zrozumiały tylko jeden system znaków - ten łaciński. Włączyłem komputer, aby sprawdzić co to za znaki. Jak to dobrze, że człowiek wymyślił wyszukiwarki internetowe. Znalazłem to, czego szukałem. Był to dialekt języka arabskiego, pochodzący ze wschodniego Iraku. Udało mi się nawet przetłumaczyć tą wiadomość z kartki. Jej treść to : „Otwórz lodówkę. Zło znajduje się w dżemie truskawkowym. Zniszcz je !”. Wystraszyłem się, ale bardzo chciałem wykonać to polecenie. Powoli, na palcach, by nie zbudzić się reszty domowników, skierowałem swoje kroki do kuchni. Musiałem poruszać się bardzo ostrożnie pomiędzy kostką masła, ketchupem Kotlin, kawałkiem kapusty pekińskiej i tuzinem jajek. Zauważyłem stojącego, olbrzyma, lodówkę, wytwór rąk ludzkich. Z dreszczem otworzyłem przepastne drzwi. Po chwili za słoikiem z musztardą sarepską dostrzegłem go w najdalszym zakamarku, tuż przy oszronionej ścianie. Stał tam jak gdyby nigdy nic, On - słoik z dżemem zakręcony zakrętką typu twist-off. Serce biło nad wyraz mocno. Nie mogłem przypuszczać, co drzemie w dżemie, pod ciepłą kołdrą z truskawek. Byliśmy sami. Ja i szaleństwo ukryte w dżemie. Co zrobić ? Czy zdążę? Słoik naśmiewał się ze mnie wszystkimi swoimi owocami. Usłyszałem jeszcze cichy szept schabowego:
-Już po Tobie, kolego.
Szybko wziąłem słoik dżemu Łowicz i wyrzuciłem go przez okno, aby zapobiec tragedii. Gdy tego dokonałem tłum ludzi-kaktusów zaczął bić mi brawo. Duża grupa tych dziwnych stworzeń weszła do domu i zaczęli mnie podrzucać. Ich kolce wbiły mi się w plecy i…
…wtedy się obudziłem.

wtorek, 3 kwietnia 2012

mówimy

 Pamięta o tym niewielu
pieniądze nie mogą być celem
- mają być środkiem do celu.



artyści romantyczni mieli lepiej. mogli w spokoju delektować się swoją depresją, leżąc na sofach, trawnikach czy lasach, od czasu do czasu przelewając swój wielki smutek z powodu istnienia na pustą kartkę papieru, czy też taką zarysowaną pięciolinią. choroba wieku mówią. a teraz? teraz pracuj, pracuj, pracuj. bez pracy jesteś bezwartościowy. lenistwo - choroba wieku mówią. szufladkowanie - choroba wieku mówię.

$$$

banknot grzeje w kieszeni rękę, a ja ich nie posiadam. zimno, ale łatwiej przywyknąć do zimna, niż uporać się z potwornym upałem. pracuję nad sztuką o pieniądzach, więc pewnie w najbliższym czasie ten temat będzie moim ulubionym. będę informował o postępach w miarę na bieżąco witam. xavier się kłania.